środa, 18 stycznia 2017

Weź pieseczka mówili.... ;]

Że stara Janis jest psiarą od dziecka, psy kocha, uwielbia, szanuje, itd. wie chyba każdy. Że adoptowanych bidul ma sztuk dwie, bo jedna to za mało też wszyscy wiedzą. Że owe piesełki mają swoje charakterki i robią różne dziwne, niekoniecznie pożądane rzeczy też wiadomo nie od dziś. I tak oto cały ten wpis będzie poświęcony właśnie psom.

wtorek, 10 stycznia 2017

Happy new 2017 year!

Witam was wszystkich w 2017 roku! Z wielką ulgą i mentalnie czystą kartą wchodzę w ten nowy okres. Zrzuciłam z siebie balast, wszystkie problemy i wchodzę z całkowicie czystym umysłem w to wszystko. A przed nami wiele zmian, planów i pomysłów. Powoli ale konkretnie wchodzimy w to wszystko. No i niestety z chorobą...

piątek, 23 grudnia 2016

Santa Claus is coming to town...

Wszędzie walające się skrawki kolorowego papieru, strzępy bibuły, trochę igliwia. Nancy ze swoją klatką musiała powędrować pod stół, bo jej miejsce chwilowo zajęło iglaste, notorycznie przekrzywiające się w stojaku ustrojstwo. Dzieciaki biegają za mną i terorryzują foremkami i posypkami. Pies zaplątał się w lampki, ja mam na głowie mąkę, a Łukasz w stronę wyżej wspomnianego drzewka miota spojrzeniami godnymi psychopaty licząc, że dokona ono samozapłonu. I oczywiście zamiast odsypiać nockę po robocie majstruje klnąc pod nosem przy tym pniaku, co by stało jako tako. Oczywiście kiedy już udaje mu się postawić niefrasobliwe drzewsko do pionu, nie mija 15 minut i kochane pieseczki ganiając się ze świnką po pokoju wpadają na nie i możemy wręcz w zwolnionym tempie obserwować, jak pięknie przystrojona choinka runie z hukiem na ziemię. It's a Christmas time!! Magia świąt proszę państwa.

wtorek, 6 grudnia 2016

"...dobrze być w swoim domu..." :)

To co się ostatnio wyprawia zaczyna przekraczać wszelkie moje i ludzkie pojęcie. Tyle lat pod górę, z kłodami pod nogami, z pyłem w oczach, siekierą w plecach i całym arsenałem bólu i upokorzenia sprawiło, że mocno zwątpiłam w to czy kiedyś w ogóle będzie wreszcie całkiem dobrze. A jednak. Przyszedł i dla mnie czas kiedy jest w końcu tak, że jedynymi powodami do narzekania jest co najwyżej nieumyty kubek na kawę, foch Trisa lub nie taki krój kiecki (w życiu bym nie pomyślała, że będę miała tego typu problemy pierwszego świata....).

czwartek, 6 października 2016

"...Always waiting for someone to ask for her hand; When out of the blue comes this groovy young man; Who vows forever to be by her side; And that's the story of our own Corpse Bride."

Witajcie w tym jakże optymistycznym, uroczym, przebrzydle zimnym i ponurym miesiącu jakim jest październik. Czas w naszej lunatycznej mieścinie płynie jeszcze wolniej niż dotychczas, ludzie pozaszywali się w swych norach, dzieci nie potrafią znieść stagnacji spowodowanej ograniczoną ilością przebywania na świeżym powietrzu ( ojj... Tristan i jego zasypianie późną nocą....), nawet psy nie mają większej ochoty na spacery, kiedy aura nie sprzyja. Sama zaszyłam się niczym ten upiór czy inna zmora w domu, pod ciepłym kocem z wielkim kubkiem gorącej herbaty (albo raczej staram się zaszyć między szlajaniem po zakupy, krótkie spacery i inne takie). Jednak w całym tym niemrawym okresie, jest coś co zarówno mnie, jak i Łukasza oraz naszych przyjaciół tchnęło nieco do życia.

wtorek, 30 sierpnia 2016

"...Hard rock summer in the USA..."

Witam w ten jakże zacny koniec wakacji :) Przygotowania do rozpoczęcia roku idą pełną parą, sierpień uważam za bardzo udany miesiąc i generalnie jest bosko!

Sporą część sierpnia miałam wolną, bo Wika wyjechała na wakacje z dziadkami, a potem Trisa babcia zabrała na 3 tygodnie. Poza jakimiś zwykłymi posiadówkami, spotkaniami ze znajomymi i pajacowania w rytmie "Join the dark side" udało nam się zaliczyć nieco konkretniejszych wypadów. Niemniej z tego miejsca muszę nadmienić, że z jednej strony brak dzieci = wolność, to z drugiej dwa psy = nie do końca wolność. Ale kim byłabym gdybym i z tym nie dała sobie rady. W ten sposób pieseły zaznały ze mną podróży autobusami i pociągami do Katowic, nocleg u Łukasza, spotkanie na piwie na Stawowej itp. I są oczywiście na to dowody :)

niedziela, 31 lipca 2016

Mały error w pisaniu.

Musicie mi wybaczyć kolejną przerwę, niestety nie była ona zależna ode mnie. Wakacje w toku, ciągle gdzieś wybywamy z domu. Do tego nie dość, że moja kochana Padme pozbyła mnie,a  raczej moich ewentualnych gości tudzież najeźdźców nieproszonych możliwości dzwonienia domofonem po tym jak wyrwała go ze ściany, to jeszcze jednocześnie padł mi komputer oraz router. Uniemożliwiło mi to napisanie do tej pory czegokolwiek. A w międzyczasie również wyjechaliśmy w góry z Młodym itd. W każdym razie mija już połowa wakacji, wiele się dzieje, a przed nami jeszcze kilka ciekawych planów :) A teraz tak w skrócie, bo ciężko streścić tyle wydarzeń ^^